Kategorie
Bez kategorii

Turmion Kätilöt – Global Warning (2020)

Tym razem, jeśli chodzi o recenzję, na tapecie niezbyt znana kapela z Finlandii, wykonująca idrustial metal, mianowicie Turmion Kätilöt. Zespół 17 kwietnia bieżącego roku wydał dziewiąty już album zatytułowany „Global Warning”. Mogą zatem poszczycić się sporą ilością materiału na swoim koncie. Czy ,,nowa fala” industrial metalu mnie zachwyci? Zobaczymy.

Otwierający płytę „Naitu” od samego początku jest przesiąknięty elektroniką. Problem tkwi w tym, że to nie jest nic nowego ani odkrywczego. Fiński wokal z pewnością brzmi ciekawie. Jednak oprócz perkusji, gitar praktycznie nie słychać. Jak dla mnie początek fatalny. Na „Kyntövuohi” jest trochę lepiej. Wreszcie słychać gitary. Scream miesza się z wokalem wspierającym, choć fiński rap jest dziwnym doświadczeniem słuchowym. Przejścia są bardziej wyraźne – więcej blastów. Wszystko razem daje ciekawe połączenie, utwór wydaje się bardziej „przebojowy”. „Sylkekää Siihen” można by rzec… jest bardziej „chwytliwy”, lecz  rozwiązania te słyszeliśmy już w poprzednich kawałkach. Wpada w ucho i wypada równie szybko. 

„Viha Ja Rakkaus” jest trochę wolniejszą kompozycją z mniejszą ilością elektroniki, co akurat mnie cieszy. Daje to pewnego rodzaju odpoczynek. Sam utwór nie jest też zbytnio skomplikowany. Jednak w pamięci nie zapada. „Turvasana” jest bardziej energiczny. Melodia jakby znana, ale do handbangingu może być. Na tym temat się wyczerpuje. Ponownie szybko wpada w ucho i wypada. 

Niczym specjalnym nie jest też „Kuoleman Juuret”. Poza bardziej rozbudowanymi partiami keybordu, niczego więcej nie usłyszałem i nie doświadczyłem. „Syvissä Vesissä” to tylko inne stemple, ale identyczna melodia jak w poprzednich kompozycjach. „Sano Kun Riittää” daje trochę wytchnienia, ale nie na długo. Niestety, bez szału i jakichkolwiek zmian. Na „Jumalauta” od początku mamy do czynienia z tym samym, poza stemplami. Czyli znowu pójście na łatwiznę! Jak dla mnie to nie najlepiej świadczy o tej grupie.

Może reszta? Czyli „Revi Minut Auki”, „Syntisten Laulu”, „Ikävä” oraz „Mosquito Á La Carte (To Be Contiuned 5)”liczyłem tutaj na jakiś zwrot akcji, ale się k…. przeliczyłem, chociaż zamykający „Mosquito Á La Carte (To Be Contiuned 5)” okazał się odrobinę lepszy od pierwszej kompozycji na tym albumie.

„Global Warning” to płyta bardziej dyskotekowa niż do posłuchania. W przeciwieństwie do chociażby lubianego przeze mnie niemieckiego zespołu Rammstein, tu wszystko grane jest na jedno kopyto. Poza wymianą stempli, niczego nowego nie usłyszałem. Tylko tyle! Brak jakikolwiek solówek gitarowych. Złych lub dobrych. Keybord jest statyczny, bez wyraźnych zmian tempa. Nic kompletnie. Totalna muzyczna nuda. Niestety, kiedyś musi być ten pierwszy raz kiedy to fińska płyta okazuje się totalnym rozczarowaniem. Padło na dziewiąty album grupy Turmion Kätilöt. Porażka na całej linii. Z pewnością znajdą się zadowoleni amatorzy tego albumu. Ja pierwszy raz słuchałem i więcej nie mam zamiaru! Dno totalne! Mocny kandydat na najgorszy album tego roku. Pewnie jakbym jakimś cudem, był w jakimś klubie z muzyką elektroniczną, pod mocnym wpływem alkoholu, to może zdanie miałbym inne, ale dopiero wtedy. Chętnie też poznam Wasze opinie.

Korekta: Sylwia Prekurat

2/10

Kategorie
Bez kategorii

Rammstein – Herzeleid (1995)

Dziś wracam do twórczości, jednych z pionierów indrustial metalu, niemieckiego zespołu Rammstein. Do ich debiutu wydanego 29 września 1995 roku, czyli jakieś dwadzieścia pięć lat temu. Zatytułowanego Herzeleid. Ja miałem z nim pierwszy kontakt muzyczny w 2002, czyli osiemnaście lat temu. Czy nadal ma w sobie to ,,coś”? Czy lista ulubieńców ulegnie zmianie? Czym w swojej muzyce zjednali sobie tak ogromną ilość fanów? Odpowiedzi oczywiście po przesłuchaniu. Zaczynamy!

Już po samym tytule pierwszego utworu, można było się czegoś spodziewać. Ognia! Do tego to krótkie, lecz umiejętnie budujące napięcie intro. Keyboard i perkusja (marszówka i nie tylko) Majstersztyk! Potem wchodzą dynamiczne riffy do tego wszystkiego. Do tego wokal Tilla. Ni to scream, ni to growl. Powiem szczerze, że kiedyś przy pierwszym kontakcie, było to dla mnie coś nowego. Innego. Wokale wspierające potęgowały to wrażenie. Jeszcze w trakcie sampel bądź dźwięk przeładowania broni. A w trakcie frazy, które utkwiły w mojej młodej wtedy jeszcze głowie:„ Sex ist eine Schlacht/Liebe ist Krieg /Sex ist eine Schlacht, ja/ Liebe ist Krieg’’. Do tego na sam koniec manifest: ,, Rammstein/ Rammstein/Rammstein!’’. Dalej Wollt Ihr Das Bett In Flammen jest dla mnie jednym z kultowych utworów tej grupy.

Der Meister kontynuuje energetyczną burzę. Choć tu riffy mogą po upływie czasu podchodzić nawet lekko pod thrashowe. Takie jest moje wrażenie. Nie jest on moim ulubionym, lecz zły też nie jest. Sposób, w jaki został napisany, oddaje, iż, jak słyszę jego fragment, to od razu nucę: „Es kommt zu euch / Es kommt zu euch / Es kommt zu euch / ’’ …

Weisses Fleisch ma elektroniczny wstęp , znowu zapowiadający brak nudy. Energia jest bowiem odpowiednio dawkowana. Krótki nawałriffów, potem częściowy spokój, a następnie powtórka. Lecz tu mamy do czynienia z pierwszą solówką gitarową. W sumie całkiem nieźle. Do tego ten tekst. ,, Jetzt hast du Angst und ich bin soweit/ Mein krankes Dasein nach Erlösung schreit/ Dein weisses Fleisch wird mein Schafott/ /In meinem Himmel gibt es keinen Gott. ’’. Tu ponownie zostaje oddany motyw tytułu album, czyli Ból Serca.

Na Asche Zu Asche, znowu sinusoida dynamiki. Pierwsza do tego solówka na keybordzie. Potem słychać uspokojenie za pomocą basu. Ja dalej śpiewając w kółko : „Asche zu Asche / Und Staub zu Staub / Asche zu Asche /Und Staub zu Staub ”. Poziom oczekiwań całkowicie spełniony.

Natomiast z kompozycją Seemann, nadal mam ten sam problem. W założeniu ballady, chociaż w pewnym stopniu powinny urzekać, albo sprawiać, aby słuchacz coś poczuł. Ja poczułem dwie rzeczy: Najpierw ulgę, a potem zniecierpliwienie. No niestety Seemann Wam nie wyszedł, w moim odczuciu. Pomimo przerwy z mojej strony, a nie słuchałem go od 2007 roku, tak przynajmniej pamiętam. Szkoda.

Przy pierwszych dźwiękach Du Riechst So Gut, samoczynnie na mojej twarzy zagościł uśmiech. Nie przeszkadza mi zupełnie powrót do znanego schematu. Trochę inne riffy oraz elementy elektroniczne. Nie szkodzi jednak bo mimo to, dalej jest wśród moich ulubionych. Zatem: ,,Du riechst so gut/ Du riechst so gut /Ich geh dir hinterher”.

Można zrobić wolniejszą kompozycję, posiadającą trochę więcej corowych elementów? Można. Das Alte Leid to właśnie udowadnia. Cieszy fakt, iż, nie jest balladą. Tylko jednym z tych, przy których można odpocząć. Mimo to ma swój urok. Flake miał tu tez swój moment na popisy , jak również gitarzysta Richard Kruspe. Tylko nadal nie rozumiem co zespół, miał na myśli. Dodając jako sampel płacz dziecka? Uwypuklić przekaz? Być może.

Heirate Mich, to deklamacja Tilla, którą osobiście znam na pamięć. Tekst jest dla jednych poważny i romantyczny zarazem , a ale drugich mocno ironiczny. Ja zaliczam się do tej drugiej grupy ludzi. Muzycznie wszystko, co znane nie jest mi obce. Elektronika mocno współgra ze wspomnianą wcześniej deklamacją, a riffy dobrze oddają dramatyzm sytuacji. Z ciekawostek utwór ten został użyty w filmie pod tytułem Zaginiona Autostrada. Heirate Mich to nadal jeden z moich ulubieńców.

Tytułowy Herzeleid, to mocny akcent Tilla, z ponownie mocno corowym zacięciem. Na wyraźne sylabizowanie tekstu wokalista też położył nacisk, aby podkreślić przekaz. Kiedyś to robiło większe wrażenie, teraz trochę mniej. No nic efekt czasu. Szkoda.

Laichzeit to kolejny hit, który ma w sobie, to co lubię. Odrobina partii keybordku i potem od razu energia z gitar i petardy. Zmiany temp? Owszem. Budowanie napięcia? Jak najbardziej. Kontrowersyjne miłosne metafory dozwolone ,, Od lat osiemnastu”? Oczywiście! Jeden z lepszych popisów Richarda? Proszę bardzo. Zadowolony śpiewam zatem: „Die Mutter hat das Meer geholt/ Laichzeit / die Schwestern haben keine Zeit /Laichzeit /der Hund steht winkend am Gestade /Laichzeit /der Fisch braucht seine Einsamkeit Laichzeit’’. Dodam też, iż przez ten utwór parę razy w szkole na zajęciach z języka niemieckiego zostałem upomniany, przez nauczycielkę za używanie niestosownego języka. Niemieckiego oczywiście.

Zamykający utwór Rammstein, znowu buduje to napięcie. Skutecznie. Cięższe riffy wraz z perkusją, do tego Till znowu sylabizujący, lecz połączenie tego wszystkie nadal daje z……y efekt. Zakończenie z tak zwanym hukiem. Do tego tu znajduje się najlepsza jak dla mnie solówka gitarowa na tej płycie.

Herzeleid jako płyta, była i jest jedną z najlepszych z dorobku grupy Rammstein. Lista najlepszych kompozycji zmianie nieuległa i jest to osiem z jedenastu numerów z listy. To o czymś świadczy. Pomijam oczywisty fakt, że Rammstain zrobił też, coś, czego nikt inny przedtem. Dorzucił ogromną dawkę pirotechniki do swoich występów, co sprawiło, podnieśli jakoś koncertów na nieznany wcześniej poziom. Oprócz tego Rammstein był jednym z kilku zespołów, dzięki któremu, mój niemiecki, może był na poziomie dostatecznym, ale tylko przez zaspokajanie ciekawości sensu, jaki za sobą niosły teksty tej grupy. Jeśli jakimś cudem ich nie znacie to ,nie zwlekajcie zbyt długo. Naprawdę warto!

10/10

Kategorie
Bez kategorii

Rammstein — Rammstein (2019)

2019 rok to wielki powrót niemieckiego zespołu Rammstein, choć wielu w tym i ja uznało, iż, udali się na tzw. muzyczną emeryturę. Po dekadzie przerwy, nie licząc singla My Land z 2011 roku. Wydali 16 maja tego roku album zatytułowany po prostu Rammstein. W sumie w prostocie siła. Dziś podzielę się z Wami, swoimi wrażeniami po wielokrotnym przesłuchaniu tego wydawnictwa. Czy warto było tyle czekać na ich powrót? Przekonajmy się.

Wielkie kontrowersje od zawsze towarzyszyły tej grupie. Nie inaczej było w tym przypadku. Mówię tu o pierwszym utworze Deutschland , który był pierwszym singlem promującym. Od pierwszych nut, wiem, z czym mam do czynienia. Dobrze dopasowane partie elektroniczne, do tego ten riff. Oprócz tego nie da się, nie usłyszeć nawiązania do starego klasyka Rammstaina Du Hast. Jedyne co nie tak w pełni 100 procentowo przekonało to ten wokal w tle, bo Till wypadł fantastycznie. W wersji z klipem ta symbolika tytułu jest oddana bardzo mocno, ową kontrowersją pewnie było powierzenie roli Germanii czarnoskórej, no ale cóż, jakby nie było zamieszania, nie przykułoby to uwagi. Till co do własnego kraju ma bardzo skrajne odczucia, bo raz go kocha, a raz nienawidzi. W całokształcie: muzycznym, lirycznym oraz wizualnym jest mistrzowskie otwarcie płyty.

Drugim singlem jest Radio. Tu też jest wszystko, jak trzeba. Choć elektronika przypomina bardzo krótki romans niemieckiego techno z dup-stemem, jednak chwytliwości brzmienia tej mieszanki sprawia, iż, ów romans był udany. Gitarowe riffy, zmiany temp oraz budowanie napięcia. Jak na razie prostota rządzi. Zeig Dich to znowu inna sprawa. Choć samym cięższym brzmieniem, przypomina mi kilka kompozycji z ich drugiej albumu Sehnsucht, a dokładniej najbardziej Bück dich, to jednak mimo wszystko, podczas słuchania zabrakło mi tzw. ekstazy. Pomimo podkreślenia partii basu, to jednak niepotrzebny chór, sprawił, że, Zeig Dich nie jest w moich uszach kompletny.

Ausländer przez swój dyskotekowy charakter mnie powalił. Do tego to żonglowanie i teatralność wokalu Tilla, to jest to! Nie brak, do tego wpadających w ucho riffów. Chórki dzieci też dodają tzw. smaczku. Do tego klip, który się do tego utworu ukazał, idealnie odzwierciedlił liryczny przekaz kompozycji. Co do utworu Sex, to organowe klawisze, okazały się intrygującym otwarciem. Podkreślony bas oraz motoryka gitar, ciekawostką, o której się dowiedziałem, to iż w nieco innej wersji ten utwór był już na koncertach grany. Nie zdziwiło mnie to w żadnej sposób, gdyż jest on utrzymany na odpowiednim poziomie. Z Puppe mam pewien problem. Przez prawie cały utwór nastrój jest umiejętnie budowany, a potem następuje załamanie, bo wokal Tilla zmienia się w połączenie krzyku oraz jęczenia Till, istna mieszanka wybuchowa.

Was ich Liebe, to kolejny przeciętniak. Bo wszystko, co na nim słyszę, już znam. Jeśli słuchaliście Rammsteina kiedyś, wiecie co, mam na myśli. Diamant jedyna ballada, a do tego najkrótsza kompozycja na płycie. Tu akurat zastosowany minimalizm instrumentalny wraz z odpowiednim wokalem Tilla, zbudował odpowiedni nastrój. Kolejna jak nie najlepsza ballada w dorobku grupy. Weit Weg traci u mnie za elektroniczną perkusję, oprócz tego szału nie ma. Przedostatni Tattoo to znowu jeden z moich ulubieńców, zawiera w sobie dobry ukłon w stronę fanów. Gitary oraz rytm znany z najbardziej chwytliwych utworów debiutu Herzeleid, perkusja to Sehnsucht, mam tu na myśli albumy oczywiście, jednakże Tattoo daje drugie życie tym znanym rozwiązaniom. Tak jak mówiłem o mistrzowskim otwarciu, tak w przypadku Hallomann, nie jest aż, tak dobrze, bo choć riff oraz elektronika dają radę, to nie na tyle, aby zdobyć moje uznanie.

Podsumowując. Płytę Rammstein nie do końca określiłbym jako spójną, lecz podzieloną na dwie części. Eksperymentalną oraz ,,dobrze znaną – Rammstainową”. Do tej pierwszej zaliczyłbym Ausländer, Puppe, Zeig Dich oraz Weit Weg. Do drugiej natomiast resztę kompozycji oprócz Tattoo, o którym, dlaczego jest tak wyjątkowy, wspomniałem wcześniej. Co do eksperymentów i badania przekraczania swoich muzycznych granic, szanuję ich bardzo. Wybierając trzy ulubione utwory, miałem problem, ale chłodny osąd okazał się bardzo pomocny. Na pierwszym miejscu znalazł się Ausländer, drugim Tattoo a na trzecim Deutschland. Czy warto było czekać dziesięć lat na najprawdopodobniej ostatni krążek zespołu Rammstein? Zdecydowanie tak. Jedyne co mnie trochę jednak boli, do zbyt duża ilość tzw. przeciętnych utworów z drugiej części albumu, dlatego mimo szczerych chęci, nie jest to aż tak wybitna płyta, aby zrzucić dwa pierwsze albumy z pocztu opus magnum grupy. Choć w porównaniu do Liebe ist für alle da z 2009 roku, jest bardziej chwytliwy i zapadający w pamięć. Do tego okładka, na której jest jedna zapałka, sprawia, że prostota jest nie raz lepsza od przekombinowanej wizji artystycznej. U mnie owa zapałka rozpaliła płomień, może nie dość pokaźny, ale na tyle spory, aby móc się przy nim dobrze ogrzać. Liczę, że utrzyma się bardzo długo.

8,5/10