Wywiad z Justyna Szatny

Na scenie metalowej, zwłaszcza polskiej niewiele jest kobiet, które ją kreują. Ostatnio miałem okazję zamienić z jedną z nich parę słów. Justyna Szatny, bo o niej mowa opowie nam o pasjach, muzyce oraz o zbliżającym się widać wielkimi krokami nowym materiale zespołu Iscariota.

Jak rozpoczęła się twoja przygoda z muzyką?

Wcześnie. W przedszkolu stał stary fortepian, do którego mnie ciągnęło od 5 roku życia. Później rodzice zapisali mnie na prywatne lekcje gry na pianinie, do dość wymagającego nauczyciela. Trenowałam tak kilka lat. Uwielbiałam grać Jana Sebastiana Bacha. Nauczyciel zauważył, że potrafię tchnąć w muzykę uczucia i dziś wykorzystuję tę umiejętność w tworzeniu muzyki.

Od samego początku grałaś na keyboardzie?

Na początku miałam takie małe organki Yamahy, później, gdy rozpoczęłam lekcje rodzice, zakupili mi czarne pianino Hüttner. W syntezatory zaczęłam się bawić wiele lat później, gdy zadecydowałam, że chcę być na scenie.

Czy oprócz muzyki masz jeszcze jakieś zainteresowania/hobby?

Tak, interesuję się kulturą Japonii. Mało kto wie, ale w latach 2003-2004 trenowałam wschodnie sztuki walki mieczem samurajskim – iaido. Niestety z braku czasu musiałam sobie odpuścić. Tak – mam swój wykuty u płatnerza miecz samurajski. Nie ukrywam, że bardzo bym chciała wrócić na treningi. Poza tym interesuje mnie historia i kultura naszych przodków, kiedy Słońce było Bogiem.

Jak to się stało że dołączyłaś do zespołu Iscariota?

Piotrek Piecak mnie wypatrzył, jak jeszcze grałam w innych projektach. Potem ktoś mu sprzedał mój numer telefonu (chwała mu za to), zadzwonił, porozmawialiśmy i postanowiłam dołączyć do Iscarioty. Oczywiście nie bez wątpliwości, bo wcześniej grałam w bardziej gotyckich projektach. Bałam się też, że ta poprzeczka będzie dla mnie za wysoka, ale jakoś sobie radze od 8 lat.

W jakim stopniu współtworzysz piosenki zespołu Iscariota?

Różnie. Czasem zrodzi się pomysł na cały numer, czasem zarzucam jakimś motywem i go rozbudowujemy. Pracuję nad efektami, przestrzenią. Zatem w każdy utwór wkładam jakiś swój pomysł.

Czym się inspirujesz kiedy tworzysz teksty?

Teksty pisze w całości Piotr Piecak i nikt mu w tym nie przeszkadza. Pisze o otaczającej nas rzeczywistości, swoich przeżyciach, spostrzeżeniach. Bardzo lubię jego teksty.

Czy masz jakieś ulubione zespoły muzyczne które uwielbiasz słuchać, mając z nimi związane jakieś szczególne wspomnienia?

Jestem wierną fanką zespołu Katatonia. Słucham ich już od 20 lat! Zaczęłam jeszcze w szkole podstawowej. To dla mnie niesamowicie głęboka, pełna emocji muzyka, która towarzyszyła mi zawsze na różnych etapach mojego życia. Zawsze moja dusza odnajdywała w tych melodiach siebie. Twórczość Katatonii miała i ma bezwzględnie wpływ na mój muzyczny rozwój.
Oczywiście są też inne zespoły które bardzo lubię i czerpię inspirację, a mianowicie: Dream Theater z moim klawiszowym czarodziejem Jordanem Rudess’em, mistyczny Emperor, Dimmu Borgir, Moonspell, Nightwish, Slayer, Evanescence.

Wiadomo już kiedy Iscariota planuje nagrać kolejny album?

Tak, we wrześniu planujemy wejść do studia. Bardzo mi się podoba nowy materiał i mam nadzieję, że spotka się z dobrym przyjęciem.

Co wzięłabyś na bezludną wyspę?

Pianino – prądu nie trzeba, a bez muzyki nie potrafię żyć.

Czy są jakieś inne państwa poza Polską, w których chciałabyś zamieszkać, a jeśli tak to dlaczego?

Wszędzie dobrze gdzie nas nie ma. Wolę siedzieć na polskiej ziemi, nigdzie indziej mnie nie ciągnie. Pozwiedzać sobie mogę.

Czego mogę Ci życzyć na przyszłość?

Energii, pasji w graniu i Korga Kronosa SE.

Bardzo dziękuję Ci za wywiad, tego więc będę Ci życzył. Do tego nie mogę się doczekać najnowszego albumu Iscariota.

Fot. Kinga Dziwota