Crystal Viper – Queen Of The Witches (2017)

Myślę sobie, coś znowu ze swojego kraju znaleźć dobrego trzeba, a nie tylko cudze chwalić. Z tego powodu odświeżyłem sobie, nie aż tak zakurzony album katowickiej grupy Crystal Viper, zatytułowany Queen Of The Witches, wydany 17 lutego 2017 roku przez AFM Records. Dlaczego oni? Czy może z faktu, iż, Marta Gabriel, przez niektórych określana ,,Polską Królową Heavy Metalu” jest ich wokalistką? Może też, dlatego iż od czasu mocnego rozczarowania Battle Beast jestem nienasycony żeńskim wokalem heavy metalowym? Wszystko po kolei.

Od samego początku nie jest źle. Mówię tu o The Witch Is Back, ten krzyk Marty na początku to mistrzostwo świata. Choć riffy nie są złe i motoryka gitar też, solówka gitarowa też jest niczego sobie. Otwarcie płyty może nie genialne, ale też nie złe, singiel spełnił swoją funkcję doskonale.

I Fear No Evil oprócz riffu wpadającego w ucho oraz ciekawych zmian temp. Dostarcza też w miarę dobrej partii solowej. When the Sun Goes Down jest natomiast znacznie wolniejszy i nie udaje czegoś, czym nie jest. Nawet w pewnych momentach podchodził mi pod balladę lub jakieś wprowadzenie muzyczne. Jako drugi singiel promujący był gorszy od pierwszego. Trapped Behind to typowa ballada, jednak dzięki wokalowi Marty nabrała ona klimatu, nawet płakać mi się po niej chciało.

Do or Die to już mocniejsza dawka energii i wirtuozerii gitarowej. Burn My Fire Burn pozostawię bez komentarza. Jest po prostu przeciętną kompozycją, która poza wirtuozerskimi zagrywkami i solówką nic mi nie daje. Flames and Blood to kolejny energetyczny zastrzyk, którego potrzebowałem, więc wreszcie jest dobrze. We Will Make It Last Forever o dziwo jest drugą balladą, ale lepszą od pierwszej, serio, bo chociaż więcej instrumentów można usłyszeć. Rise of the Witch Queen to po wytonowaniu, kolejna dawka mocy. Dynamiczno- statecznym zakończeniem albumu jest See You in Hell, bo tu standarty stylu też są zachowane. O dziwo zakończenie troszeczkę bardziej mi się podobało od utworu otwierającego.

Podsumowując. Sam zespół w porównaniu do poprzednich płyt zapętlił się trochę a przez to na przestrzeni czasu, nic pionierskiego do swojego stylu nie wniósł. Do tego, jak dla mnie, sama płyta nie jest do końca spójna muzycznie. Rozumiem potrzebę eksperymentów, naprawdę jednak jest kilka utworów, które ani nie są dynamiczne, ani nastrojowe, mam tu na myśli I Fear No Evil czy Burn My Fire Burn. Wokal Marty Gabriel jako kobiecy w heavy metalu jest bardzo charakterystyczny, jednak nie samym wokalem uszy żyją. Choć fakt jest Polską Królową Heavy Metalu. Jeśli chodzi o moich ulubieńców, to tutaj wygrywa druga ballada, czyli We Will Make It Last Forever a z dynamicznych pocisków Rise of the Witch Queen, See You in Hell oraz The Witch Is Back. Album jest też przepełniony oczywiście solówkami i popisami wirtuozerskimi, jednak dopiero po ponad połowie moje uszy odżyły, więc biorąc wszystkie te czynniki pod uwagę, nawet wokal werdykt z mojej strony może być jeden. Tak tylko jeszcze dodam, iż, ostatnio bardziej śledząc poczynania Crystal Viper, czekam z niecierpliwością na zapowiedziany przez nich najnowszy album zatytułowany Tales Of Fire And Ice. Tak czy inaczej, Queen Of The Witches nie jest może albumem perfekcyjnym w każdym calu, ale nie jest też fatalny, lecz mimo wszystko od najnowszej płyty oczekiwać będę znacznie więcej.

8/10

Norden-Z popiołów i krwi (2018)

Norden, gdyński zespół założony w 1993 roku, po nagraniu debiutanckiego albumu w 1997 roku zawiesił działalność. Powrócił jednak w 2018 roku z wydawnictwem ,,Z popiołów i krwi”. 
Już sam fakt, że nie wiem, czy to projekt, czy zespół, jest ciekawy. Mniejsza z tym, czas przejść do recenzji. Postanowiłem o tym napisać, gdyż paru moich znajomych z owym krążkiem się zapoznało, a kilku nawet polecało, w tym Sylwia. Stwierdziłem więc, że może warto. Czy popełniłem błąd, słuchając tej płyty? Jeśli jesteście ich ciekawi, jakie odczucia towarzyszyły mi podczas przesłuchiwania krążka, zapraszam serdecznie.

W utworze otwierającym , …I zaszczeka Garm” następuje dobre wejście gitary akustycznej. Wokalista tajemniczo szepcze (po polsku, jak można się domyślić po tytule utworu), później następuje gwałtowna zmiana wraz z surowymi riffami, perkusją i dopełniającym wszystkiego screamem. Utwór sprawia wrażenie prostego, jest jednak klimatyczny i mroczny. 
Puszczając wodze fantazji, to słuchając tego, znajduję się albo w naszych polskich lasach, albo w Skandynawii. W „Jam twym orłem” doszły kolejne elementy, w tym bardziej blackowy breakdown. Ponadto w utworze zaprezentowano dwie solówki, akustyczną i elektryczną.

Momentami do wokalisty dołączały również głosy w tle. Natomiast w ,,Powiedz Ojcze” pojawia się interesująca pół-deklamacja, pół-scream. Oprócz tego zarówno blasty, jak i solo są naprawdę dobre. Ostania kompozycja ,,To twój bóg” te partie akustyczne były dla mnie najbardziej chwytliwe, nie brakuje znowu dobrych breakdownów. Cover „The Land” legendarnego Bathory jest niesamowity, na swój sposób trochę inny, ale to akurat bardzo dobrze.

Podsumowując, ten album zabrał mnie w podróż wstecz. Głównie dlatego, że to ze Szwecji pochodzi zespół–legenda Bathory, którego wspomniany cover znajduje się na płycie. To nie wszystko, gdyż ten klimat, powiedziałbym nawet „mistycyzm”, połączony z duchem północy właśnie, te gitary akustyczne oraz wokal przywiodły mi na myśl właśnie twórczość Quorthona
Jak dla mnie „Z popiołów i krwi” to bardzo dobry album, jednak nie na każdą okazję. Tym, którzy jakimś cudem nie mieli styczności z Bathory, również płytę polecam, gdyż zapewne po jej przesłuchaniu porównacie twórczość Norden do tej legendarnej formacji. 
Ta płyta to również dobry przykład, że można stworzyć bardzo dobry materiał, inspirując się innym zespołem. To wszystko z mojej strony, chętnie poznam Wasze zdanie na temat tego krążka, który mi osobiście bardzo do gustu przypadł.

10/10