Kategorie
Bez kategorii

Slipknot – All Hope is Gone (2008)

Zamaskowani i najeżeni kolcami, przez jednych uwielbiani, przez innych znienawidzeni. Mówię oczywiście o jedynej w swoim rodzaju amerykańskiej grupie Slipknot, która łączy wiele gatunków metalu, tworząc przy tym swój własny i unikatowy styl. Dziś powrócę do płyty, dzięki której miałem okazję ich poznać – All Hope is Gone, wydanej 25 sierpnia 2008 roku przez wytwórnię Roadrunner Records. Sam jestem ciekaw, jakie będą moje wrażenia po prawie dwunastu latach przerwy. Tym bardziej że jeśli śledzicie mojego bloga, to wiecie, że ostatni album tej grupy bardzo przypadł mi do gustu.

Intro .execute. dalej spełnia swoją rolę. Sample Craiga przemieszane z riffami robią hałas, potem słyszymy tekst deklamowany niczym przez głośnik, a na sam koniec wchodzi perkusja zapowiadająca pierwszy utwór. Gematria (The Killing Name), bo o nim mowa, kiedyś doprowadzał mnie do szaleństwa, oczywiście z zachwytu. Do tego jeszcze ta intensywność! Dziś jest to dla mnie po prostu dobra, chwytliwa kompozycja.

Sulfur to dalej liryczny majstersztyk. Tekst dający do myślenia, muzycznie też nadal na najwyższym poziomie. Jeszcze te sample! Craig, ty j****y geniuszu…

Psychosocial mam bardzo emocjonalną więź, bo tekst był bardzo prawdziwy w pewnych momentach mojego życia. Poza tym znajdziemy tutaj pełną gamę instrumentów perkusyjnych i różnego rodzaje wokalu, od screamu po czysty. Nic dziwnego, że utwór jest jednym z koncertowych szlagierów tej grupy. Ciekawostka: nie wiem, czy wiedzieliście, ale fragment Psychosocial został wykorzystany w filmie Punisher: Strefa Wojny, który miał swoją premierę kilka miesięcy po wyjściu albumu. Przypadek? Nie sądzę, raczej dobra promocja. Sam film  też nie jest zły, jeśli ktoś jest fanem Punishera, jak ja.

Dead Memories jest podobnie, chociażby znowu z powodu przekazu tego utworu, konkretnie fragmentu: ,,You told me to love you and I did./Tied my soul into a knot and got me to submit./So when I got away, I only kept my scars./The other me is gone. / Now I don’t know where I belong… . ’’. Do tego jeszcze konkurs na najlepszy klip tego zespołu do czasu ukazania się najnowszej płyty wygrywał właśnie teledysk do Dead Memories, w którym reżyser P.P. Brown wykonał kawał dobrej roboty.

Co do reszty kompozycji, po upływie tylu lat na uwagę zasługują jeszcze GehennaWherein Lies Continue oraz Snuff. 

Cały album jest pełen chwytliwych utworów. Może dlatego, że był to mój pierwszy kontakt z twórczością tego zespołu, to z tej właśnie płyty pochodzi najwięcej utworów Slipknot, które uwielbiam: Gematria (The Killing Name), SulfurPsychosocial, Dead Memories, Gehenna, a kiedyś jeszcze Vendetta i Butcher’s Hook.

Podsumowując, mimo upływu czasu płyta w ogóle się nie zestarzała. Najlepsza jest jednak wtedy, kiedy jej tytuł pokrywa się ze stanem słuchacza. Tak właśnie było w moim przypadku, kiedy słuchałem All Hope Is Gone po raz pierwszy. Obecnie wciąż wracam do tego albumu, choć już nie w całości. Tak więc jeśli ktoś jakimś cudem nie zna Slipknot, śmiało polecam zacząć właśnie od All Hope Is Gone, zwłaszcza kiedy traci się nadzieję na cokolwiek.

Korekta Ewa „Iva” Zwolińska

9/10

Kategorie
Bez kategorii

Slipknot – We Are Not Your Kind (2019)

Jednego z najbardziej znanych zespołów, łączących wiele nurtów, w tym i kultowe już szaleńcze występy na żywo, chyba przedstawiać nie trzeba, no ale dla formalności czemu nie. Szaleńcy z Iowa, na czele z Corey- em Taylor – em powracają po 5 latach z najnowszym krążkiem, gustownie zatytułowanym We Are Not Your Kind. Podzielę się swoimi wrażeniami co do tego krążka. Czy okazał się lepszy od poprzedniego albumu? Czy pozytywnie mnie zaskoczył? Co istotne czy Slipknot wprowadził coś nowego do swojego stylu? Odpowiedzi udzielę z miłą chęcią.

Ciekawą a jednoczenie dziwną kwestą jest niewykorzystany na standardowej edycji płycie, utwór All Out Life wrzucony na YouTube przez zespół a później na innych serwisach muzycznych. Szkoda, bo byłby wśród moich ulubieńców, no ale cóż. Nie stać mnie obecnie na kupno japońskiej edycji, tylko dla jednej kompozycji.

Samo intro Insert Coin nie jest złe, bo wprowadza znowu klimat znany ze stylu zespołu. Natomiast Unsainted to inna sprawa. Z mocno chóralnym wejściem chóru Angel City Chorale, kompozycja dosłownie jak wleciała, tak samo wyleciała zarazem, nie robiąc na mnie jakiegoś piorunującego wrażenia.

Birth of the Crual natomiast okazał się odrobinę lepszy, poprzez znowu inny elektroniczny wstęp, ale też bardziej wyraźny riff otwierający. Oprócz tego tu wokal Coreya brzmi bardziej nastrojowo, a potem odpowiedni growl, choć breakdown wraz z wokalem wspomagającym okazał się strzałem w dziesiątkę, do tego jeszcze ten odgłos miksowanej płyty przypomniał mi kilka dobrych kompozycji z ich zdecydowanie odleglejszych albumów.

Death Because of Death okazał się genialnym przerywnikiem oraz wprowadzeniem do kolejnej kompozycji, o dziwo z bardzo dobrym wokalem. Z początkiem Nero Forte tak naprawdę zaczyna się dla mnie ten album, a nie przepraszam wcześniej z Death Because of Death jako intro. Serio. Wreszcie intensywne gitary wraz z perkusją oraz z genialnym thrashowym riffem. Wreszcie właściwa dynamika oraz energia. Elektroniki też nie brakuje. Do tego krótka deklamacja, pośród marszówki, a potem wsparcie w postaci krzyku innych członków zespołu. Na koniec jeszcze zaserwowana solówka.

Cristical Darling jest równie doskonały. Bo w po równaniu dwóch pierwszych kompozycji tu stemple są bardziej intensywne. Breakdowny też zdecydowanie lepsze. Wiele zabiegów z poprzedniego utworu się powtarza, oprócz momentu ciszy, który sprawdził się doskonale. Potem znowu intensywnie, a nawet Corey zaczął śpiewać jak do ballady. No i znowu solowa partia gitar. Baterie z 40 na 70 procent naładowane.

A Liar’sFuneral zaczyna się jak ballada, bo gitary akustycznej nie da się nie usłyszeć. To akurat dobrze, bo wprowadza to moment refleksji i zadumy, pomimo breakdownów oraz growlu wokalisty, ale robionego bardzo wolno i wyraźnie, co daje piorunujący efekt. Do tego też wokal wspomagający Clowna. Zakończony tak jak rozpoczęty, czyli spokojnie.

Red Flag w sumie to porcja dobrego intensywnego dethcorowego grania, choć z porcją nowych thrashowych riffów. Przy nim dobre pogo i deathwall na koncertach gwarantowany.

What’s Next to ostatni już przerywnik oraz intro zarazem. Spiders wraz z upiornym pianinem, wirtuozerską partią gitar oraz perkusji, co jest nowe, ale i dobre zarazem. Zresztą cała kompozycja jest taka. Popisem instrumentalnych zdolności grupy. Czego dowodem jest chyba najdłuższa solówka gitarowa na płycie. Coś takiego to ja lubię.

Orphan z dość przydługim, ale bardziej perksujno — gitarowym początkiem, później się rozkręca. No i znowu tak jak w przypadku Red Flag jest to bardziej deathcorowe, ale bardzo dobrze corowe. My Pain to druga ballada na tej płycie. Trudno mi powiedzieć czy jest równie depresyjno-nihilistyczna jak Snuff z albumu All Hope is Gone, ale podobieństwo nie tylko po pierwszym przesłuchaniu, nasunęło się samo. Jest inna, oczywiście, ale moim zdaniem stanie się równie kultowa dla prawdziwych fanów zespołu.

Not Long for This World oraz Solway Firth nie są złymi utworami, gdyż wpisują się we właściwy typ kompozycji, do jakich jesteśmy przyzwyczajeni ze strony Slipknot. Po prostu wleciały i wyleciały mi jednym uchem, gdyż moja bateria został już wcześniej naładowana w stu procentach. Choć jako zamknięcie płyty Solway Firth jest taki sam jak jej początek.

Podsumowując. Pomimo pewnych mankamentów, o których za chwilę, ze strony Slipknot nie spodziewałem się jednak tak dobrej płyty, po mocno delikatnie mówiąc, nieudanym jak dla mnie 5: The Gray Chapter. Dali radę, choć faktem niezaprzeczalnym jest, że pewne kompozycje zostały w moim odczuciu zamieszczone, bo Corey-owi nie wiele, dosłownie odrobinę zabrakło do napisania tak genialnego albumu, aby określić go drugim opus magnum, w długoletnim dorobku grupy. Mam tu na myśli oczywiście pierwsze trzy kompozycje, licząc z intem otwierającym oraz ostatnie dwie ostatnie. Reszta na czele z moimi ulubionymi, czyli Nero Forte poprzedzającym go najlepszym na płycie intrem Death Because of Death, drugim Cristical Darling oraz dwoma balladami Spiders, oraz My Pain. Tworzą one idealną oraz totalnie szaleńczo spójną całość. Po wielokrotnym przesłuchaniu płyty wiem natomiast, że będę wracał do większości z tych utworów, a miałem tak ostatni raz w przypadku wydanego 11 lat temu All Hope is Gone właśnie, ale i nie tylko. Będąc głodnym znowu ich kolejnego występu w naszym kraju, licząc na prawdziwe szaleństwo, gdyż chodzę na ich samodzielne koncerty. Ocena pomimo lekkich niedociągnięć z mojej strony, tym bardziej jako fana, może być jedna.

9/10