Kategorie
Bez kategorii

Marco Hietala – Mustan Sydämen Rovio (2019) Pyre of the Black Heart (2020)

Marco Hietala, muzyk znany z zespołu Nightwish. Lecz jeszcze wcześniej z power metalowego zespołu Tarot bo od 1986 roku, a także w kilku pobocznych zespołach. Jednak w 2019, dokładnie 24 maja, wydał swój pierwszy solowy album, zatytułowany Mustan Sydämen Rovio, wydany przez Savonian Rooster/Supersounds Music. Natomiast 24 stycznia 2020 roku dzięki Nuclear Blast, ukazała się angielska wersja tego samego albumu zatytułowanego Pyre of the Black Heart. Jakie są różnice między tymi płytami? Angielska wersja czy fińska okaże się lepsza? Czy jakakolwiek z nich jest na tyle dobra, aby ją słuchać więcej niż jeden raz? Oba krążki przesłuchać, aby zdobyć odpowiedzi trzeba. Bez tego ani rusz – zaczynamy.

Otwierający fiński album Kiviä, jest od samego początku bardzo nastrojowy przez partie akustycznej gitary. Potem Marco przechodzi na brzmienie bardziej metalowo/hard rockowe. Bardzo dobrze dobrał ku temu riffy oraz dodał nie byle jakie, bo aż dwie solówki. Isäni Ääni natomiast jest już bardziej progresywny, przez to bardziej refleksyjny, a przez to podchodzący pod balladę, ale to przez zwalniające tempo partie fortepianu. Elektroniczno/kosmiczny początek Tähti, Hiekka Ja Varjo naprawdę mocno zbił mnie z tropu. Potem doszły riffy, które bez obrazy trochę przypomniały mi stare polskie Kombi oraz trochę zaczerpnięcie również ze starego dorobku riffów znanych fanom Nightwisha. Refren w piosence, pomimo iż, po fińsku jest bardzo chwytliwy, lecz za dużo tu kosmicznej elektroniki jak dla mnie. Kuolleiden Jumalten Poika to już typowa ballada, jak na nią nawet daje radę, choć jakoś nie piałem z zachwytu. Inna sprawa jest z Laulu Sinulle. Jak dla mnie kompozycja zupełnie nieudana. Jako ballada po prostu nudna. Skoro nawet bardzo dobra solówka gitarowa jej nie uratowała, coś musiało być na rzeczy.

Minä Olen Tie bardzo mylnie po partiach fortepianu na samym początku, wskazuje, aby była nudną balladą. Lecz potem zaczyna się dziać dużo, chociażby poprzez ekspresyjne wykorzystanie elektroniki, nawet dub-stepu oraz umiejętnie wplecionych riffów gitary elektrycznej. Potem znowu zwolnienie tempa i zwięczająca go solówka gitarowa. Juoksen Rautateitä jest natomiast typową bardzo dynamiczną kompozycją, która nawet trochę czerpie z folku w stylu Korpiklaani, tylko bez skrzypiec. Czy to źle? Moim zdaniem nie, bo daje mi odpocząć jako słuchaczowi. Do tego równie szybka solówka z partiami klawiszowymi, przypominające trochę gospelowe też dają radę. Ciało samo zwie się do tańca i headbangingu. Vapauden Kuolinmarssi jest trochę spokojniejsza może poprzez podkreślone bardziej partie basu Marco, ale oprócz tego da się jej posłuchać, nie kuje w uszy, ale też znowu nie wywołuje zachwytu. No może trochę końcowe instrumentalne popisy. Przedostatni Unelmoin Öisin to kolejna ballada, nietypowa, bo bardzo minimalistyczna pod kątem instrumentalnym. Sama w sobie jest dobra. Choć gdy po jej połowie następuje lekka zmiana nastroju, jednak moje serce zaczyna topnieć, bo jednak nie byle co potrafi wzruszyć. Całości tego procesu dopełnia skutecznie zamykający album utwór Totuus Vapauttaa.

Jeśli chodzi o całość dwóch płyt. To między angielską a fińską wersją różnica jest taka, iż mimo wszystko ballady napisane po fińsku potrafiły mnie doprowadzić do wzruszenia, może nie wszystkie, ale jednak tak było. Natomiast angielska wersja, pomimo iż muzycznie jest taka sama, to jednak dla mnie jest bardziej komercyjna i jednocześnie nijaka, potrafię, jednak zrozumieć czemu Marco się zdecydował, aby oprócz Mustan Sydämen Rovio powstał też Pyre of the Black Heart, lecz gdyby było na odwrót, mój subiektywny werdykt byłby zupełnie inny. Co do muzycznych wrażeń jeśli chodzi o dwujęzyczny album Marco? Interesująca odskocznia, w której nie brak muzycznych poszukiwań oraz podzieleniem się przez Marco swoimi ekspresjami, a także przemyśleniami jednocześnie. Oczywiste jest, że nie wszystkie kompozycje są genialne, ale są utrzymane na przyzwoitym poziomie, do tego jak wcześniej wspomniałem, fiński został postawiony słusznie na pierwszym miejscu, co przechyliło szalę na korzyść pierwszego i mam nadzieję ze nie ostatniego dokonania Marco Hietali.

Korekta Paulina Wawrzusiak

8/10