Kategorie
Bez kategorii

Guerra Total – War Is The Pursuit Of Death – A Hymnal For The Misanthrope (2020)

Ostatnio dotarłem do mało znanej grupy Guerra Total. Pochodzącej ze stolicy Kolumbii, Bogoty. Ostatnio nakładem rosyjskiej wytwórni Satanath Records, w nakładzie 500 sztuk, 17 kwietnia 2020 roku wydali swój najnowszy album, zatytułowany War Is The Pursuit Of Death – A Hymnal For The Misanthrope. Co już po samym tytule może sugerować, jaka tematyka będzie poruszona w dziewięciu utworach z tej płyty. Pomimo iż jest to dziewiąty, w ich dorobku album, ja będę ich słuchał po raz pierwszy. Czy owy pierwszy raz okaże się ostatnim? Z racji wielu niewiadomych, tym prędzej zakładam słuchawki, aby się przekonać.

Spokoju to tu nie znajdę, oj nie. Poza mikroskopijnym, ale jednak gitarowym intro, w Ancient Hymns To The Goddess of War (Inanna). Potem partie perkusyjne, przypominają jak, powinien brzmieć death metal. Natomiast wokal brzmi bardzo blackowo, słychać, że, wokalista lubi norweski black metal, ale to tylko moje wrażenie. Zmiany tempa, znowu podkreśla bas, a solówka gitarowa pojawia się znikąd, doceniam aspekt techniczny, lecz przez dominującą perkusję, ja przynajmniej ledwo ją słyszę. Na Battle Of Ypres (Song For My Funeral), riffy są bardziej thrashowe, przez co sam utwór, jest odrobinę dynamiczniejszy. Lecz znowu partie perkusyjne, są ponad partiami gitarowymi, w pełni nie współgrają ze sobą, choć tutaj solówkę słychać od początku do końca. Co ciekawe, mi ona przypomina bardziej heavy metalową stylistykę. Końcowa druga solówka, jest bardziej thrashowa, a nie blackowa.

Black Horror Kommando II (Sinfonía Del Odio) to jest black metal! Jakbym słyszał norweski black, nie mówię tu o inspiracji, lecz bardziej o odtworzeniu, albo granicy, bardzo cienkiej. Odpowiednie przejścia, a perkusista słychać, że lubi Frosta i Hellhammera. Do tego wokalista też lepiej śpiewa po hiszpańsku, niż po angielsku. Do tego jeszcze wokal wspierający. Jak na razie najlepszy utwór na płycie.

Ethnocide (World Cenotaph) to dobry rytm nadany od samego początku. Choć z riffami mogłoby być lepiej. Lekką monotonią zaczyna ,,pachnieć”. Przykuwający uwagę okazuje się scream wokalu wspierającego. Perkusista też słychać, iż, jest w dobrej formie. Natomiast główny wokal, trochę stracił na jakości. Szczerze, wpada i wypada. Niczego nowego nie odkrywa. Natomiast Himnos Rituales De Guerra Y Total Devastación, to znowu powrót szybkości a co za tym idzie dynamiki. Wokal się poprawia. Słychać, że, Venom lub „nowszy” Midnight, chłopakom z Bogoty, obcy nie jest. Zaserwowali mi właśnie dobrą porcję black speed metalu. Na Holomodor (La Muerte Roja) wraca to co, ,, poznałem” z pierwszych dwóch utworów, no pomijając hiszpański język w wykonaniu wokalisty. Szału brak. Słuszny okazuje się krzyk wokalisty, bo dla mnie jest to krzyk rozczarowania. Tak samo Tapias De Pilatos, jedyne co mnie powstrzymało od wyłączenia go, to fakt, iż perkusja jest moją słabością. Tylko tyle.

Przedostatni Uranium – 235 (Trinity), również nie odkrywczy, jedynie jest w pewnych momentach dynamiczniejszy. Ostatni Whisky Bitch, jak na moje ucho jest grany szybciej. Znowu wraca opcja black speed metalu. Co jest paradoksalne, jest to drugi utwór, jaki można określić mianem przebojowego. Wokal po angielsku nawet nie przeszkadza. Zamknięcie płyty zostało zrobione z przytupem. To fakt.

Mimo to szczerze oczekiwałem czegoś więcej, po zespole reprezentującym kolumbijskie podziemie. Oprócz inspiracji, których moim zdaniem, zespół nie potrafił przerobić na miano nowych klasyków. Moje uszy otrzymały bardzo mocno niespójny album, z którego od biedy można wyłowić dwa utwory Black Horror Kommando II (Sinfonía Del Odio) oraz Himnos Rituales De Guerra Y Total Devastación. Ja rozumiem, że nie zawsze wszystko wychodzi. Jednak w przypadku Guerra Total, nie umiem być strasznie wyrozumiały. Bo War Is The Pursuit Of Death – A Hymnal For The Misanthrope, jest ich dziewiątym albumem. Inna sprawa, jakby to był drugi, może trzeci. Druga rzecz, może też wpływa na to częstotliwość wydawania? Jeśli tak, to niech będzie. Mimo to znam lepsze zespoły od tego, choć do Kolumbii wrócę, ale tylko po to, aby poszukać innego, lepszego reprezentanta. Gdyż pobieżnie przesłuchany ich album sprzed dwóch lat, czyli El Cosmicismo y el desamparo existencial de la humanidad en el universo Parte II & III, okazał się dla mnie bardziej spójny i nienagrywany na siłę. Także, tyle w temacie zespołu Guerra Total i ich najnowszego albumu. Mogło być o wiele lepiej. Sam nie skuszę się na jedną z 500 sztuk tego albumu.

4/10

Kategorie
Bez kategorii

Thrasher – Burning at the Speed of Light (1985)

Z projektami różnie bywa. Czasami są długotrwałe, a czasami nie. Ten pomimo iż, okazał się jednorazowym przykuł moją uwagę na tyle, że postanowiłem nabyć go w postaci klasycznego CD. Do tego był relatywnie tani bo za niecałe dwadzieścia złotych. Mniejsza, jedyny album projektu Thrasher, założonego przez Andiego ,,Ducka” MacDonalda i Carla Canedyiego, zatytułowany Burning at the Speed of Light, wydany został w 1985 roku przez Combat Records, a w 2007 roku przez nasz polski Metal Mind Productions. Czy po trzydziestu pięciu latach owa płyta jest kamieniem milowym heavy i thrash metalu tamtych czasów lub też zwykłą ciekawostką wydawniczą? No i czy jest warta polecenia? Postaram się odpowiedzieć wam na te wszystkie pytania.

Warto zaznaczyć, iż, w niektórych kompozycjach skład muzyczny ulegał zmianie. Jak chociażby gitara basowa. Otwierający Hot nad Heavy już po samej gitarze pokazuje, iż, mamy do czynienia z rasowym heavy metalem. Wokal Branda Sinsela sprawdza się bardzo dobrze, a solówka pojawiają się, gdzie trzeba. Wokale wspierające, czyli Dickie Peterson, Carl Canedy, Christa Keller i Tim Paterson zrobili również dobrą robotę. Ride the Viper to dalej heavy, jednak mam wrażenie, iż, bas jest momentami bardziej wyeksponowany, do tego gitary brzmią bardziej thrashowo jednak, co najlepsze to jestem pewien, że za gitarowe popisy odpowiada tu Andy ,,Duck” MacDonald. Trzeci natomiast Widowmaker nabiera bardziej speed metalowej stylistyki, perkusja bowiem wraz z gitarami pędzą jak szalone. Choć Brand Sinsel nadąża, czym udowadnia swój muzyczny kunszt i elastyczność. Black Lace nad Leather to jednak z upływem czasu rozczarowanie, gitary niby dobre, perkusja też, ale jakoś brakuje tego czegoś. Jednak na przestrzeni poprzednich kompozycji ta jest po prostu przeciętna. Poza tym dodano dodatkowy bas, Marsa Cowlinga i Neda Meloniego. Przekombinowali po prostu i tyle.

Piąty utwór wraca na odpowiedni poziom, zwłaszcza jeśli chodzi o gitarowe kwestie. Prostota jednak jest najlepsza Andy. Natomiast wejście perkusji było doskonałe, zresztą tak samo jak gitary. Jednak w tych dwóch kompozycjach zmieniono głównego wokalistę. W She Likes It Rough zaśpiewał James Rivera, a w Sliping Away Rick Caudle. Czy to źle? Oj nie, wręcz przeciwnie. W kolejnych następnych też pojawili się nowi. Na tytułowym Burning at the Speed of Light zaśpiewał Dan Beehler, na przedostatnim Bad Boys usłyszymy Rhetta ,,Southter Gentelman” Forrestera a na zamykającym krążek Never Say Die, Kerry Witting wraz z Andym.

Tak czy inaczej, ta płyta to solidny kawałek zarówno heavy, thrashu jak i speed metalu. Burning at the Speed of Light jest wizytówką nowojorskiej sceny metalowej tamtych czasów. Pomimo jednego przeciętniaka w postaci Black Lace nad Leather, wszystkie inne kompozycje są naprawdę świetne. Czy ten krążek okazał się owym kamieniem milowym w rozwoju sceny nowojorskiej w 1985 roku? Raczej nie, ale jak wspomniałem jest ponadczasową wizytówką tamtych lat. Polecam w ciemno wszystkim, sam nie żałując ze, tak właśnie owy krążek zakupiłem. Kupiłbym go jeszcze raz!

Korekta Paulina Wawrzusiak

9/10

Kategorie
Bez kategorii

Midnight- Satanic Royalty (2011)

Kolejny zespół, o którym dowiedziałem się na czeskim festiwalu Brutal Assault. Amerykański Midnight, który przez większą część życia funkcjonował jako ,,one man band” pod wodzą niejakiego Athenara, do którego przed wydaniem drugiej płyty dołączył kolega o wdzięcznej ksywie SS. Projekt powstał w 2003 roku i w zamyśle miał grać miks black metalu ze speed metalem. Dziś jednak zamierzam odnieść się do debiutanckiego krążku Midnight zatytułowanego wdzięcznie Satanic Royalty , wydanego 8 listopada 2011 roku. Czy album okaże się równie dobry, co parę utworów zagranych z niego na wspomnianym wcześniej festiwalu? Czy jest dalej godny nazwania go pionierskim w nowym nurcie metalu? Jest tylko jeden sposób, aby się przekonać.

Tytułowe Satanic Royalty idealnie otwiera album. Już bowiem od początkowych wolniejszych riffów, pierwszy wrzask Athenara , następuje zmiana tempa na dynamiczniejsze. Pojawia się też bardzo dobra, choć krótka, solówka gitarowa. Wyraziste przejścia oraz partie perkusyjne, które średnio podchodzą pod blackowe, a raczej bardziej punkowe dopełniają wszystko Do tego genialnie dobrany wokal. Owo tempo pozostaje utrzymane przy You Can’t Stop Steel, tej motoryki jest o wiele więcej, do tego dograny drugi wokal też daje genialny efekt. Tutaj natomiast znajduje się jedna z najlepszych solówek gitarowych na tym krążku. Na Rip This Hell tak naprawdę tylko riffy trochę się równią. Dalej jest energia, przez co dalej z automatu headbangingu mi się chce. Natomiast Necromania jest już cięższa i trochę wolniejsza, może przez dużą ilość blastów oraz przejść, ale dalej pomimo pozorów, daje mi tylko chwilę oddechu, bo w połowie wraca odpowiednia prędkość.

Black Damnation rozpoczyna mylnie solówka gitarowa, która mogłaby zapowiadać balladę. Jednak to nie ballada, bardziej spokojny utwór, choć sam zamysł szanuję, to może przez sam wokal, skłonny do rozważań nie jestem. Druga solówka gitarowa jest równie dobra, choć nie tak jak otwierająca. W Lust Filth and Sleaze dla odmiany znowu usłyszałem najszybszą solówkę gitarową na tej płycie. Powróciła piekielnie dobra prędkość. Podobnie jest zresztą na Violence On Violence oraz Savage Dominance. Na Holocaustic Deafening bardzo podoba mi się podkreślenie partii basu od samego początku. Zamykający płytę Shock Til Blood rozpoczyna się znowu solówką gitarową innego typu, bardziej heavy metalową. Potem znowu diabelska prędkość i tak jak początek, tak również koniec jest spektakularny.

Tak się akurat złożyło, iż to na Midnight wypadło, aby opisać, ich debiutancki album jako jeden z wielu które miały wpływ na muzykę metalową. W czasie kiedy po dość długim czasie, licznych (trzech) EP-kach, (czterech) splitach, Athenar wypuścił pierwszy pełno metrażowy album, stał się pionierem. Stworzył bowiem nurt nazwany potem słusznie blackn’rollem. Połączeniem brytyjskigo Venom, znanego z kultowego Black Metal z 1982 roku, oraz legendarnego amerykańskiego Motorhead. Po ośmiu latach nie stracił na swej świeżości w żadnym stopniu. Dostarczone różnego rodzaju typy samych solówek gitarowych skutecznie przyprawiają o ból głowy jak po wypiciu wielu litrów mocnych trunków. Za każdym razem zarzekasz się, że, nie będziesz pił, a jednak to robisz, bo to lubisz. Tak samo ja mam z tym albumem. Do tego w tym przypadku tutaj mam swoich ulubieńców, tytułowy Satanic Royalty, Black Damnation, Lust Filth and Sleaze, Holocaustic Deafening oraz zamykający ten genialny krążek Shock Til Blood. Kto wie, może kiedyś odniosę się do najnowszego ich albumu, który planują wydać 24 stycznia przyszłego roku? Sam tego nie wiem. Dzieło wieńczy też okładka. Plyta okazała się naprawdę przełomowa i sprawiła, iż narodził się nowy muzyczny nurt. Jest on obecny nawet w naszym kraju. Mam tu nam myśli, chociażby zespół Brüdny Skürwiel. Jeśli nie znacie amerykańskiego Midnight, nadróbcie koniecznie zaległości, bo naprawdę warto! Athenar jest dla mnie mistrzem blackn’rollu, a już na pewno wykorzystania gitary elektrycznej. Ocena może być zatem tylko jedna.

Korekta Paulina Wawrzusiak

10/10

Kategorie
Bez kategorii

Dragonforce – Extreme Power Metal (2019)

Ostatnio moją uwagę ponownie przykuł brytyjski Dragonforce. W okrągłe dwadzieścia lat od czasu rozpoczęcia swojej działalności wydali 27 sierpnia 2019 roku wydany przez Metal Blade Records, swój ósmy album zatytułowany bardzo odważnie, Extreme Power Metal. Czy okaże się faktycznie tak ekstremalny, oczywiście w dobrym tego słowa znaczeniu jak sugeruje tytuł? Czy może będzie nad odwrót? Chętnie się przekonam oraz udzielę odpowiedzi.

Już od samego początku zespół nie próżnuje. Mam tu na myśli singiel otwierający Highway to Oblivion. Szybkie elektroniczne wprowadzenie, no i od razu hiper prędkość gitar połączona ze zgranymi partiami perkusji. Do tego nie tylko jeden główny wokal, a aż sześć biorąc pod uwagę cały krążek to dość sporo. Co do bogactwa riffów nie mam wątpliwości od heavy po thrash metalowe. Nawet w jedynym, wolniejszym a chwytliwym The Last Dragonborn, który trochę mi przypomina fragment ścieżki dźwiękowej z tej najstarszej wersji filmu Karade Kid. Natomiast zamykający płytę cover najsłynniejszej ballady autorstwa Celine Dion z filmu Titanic wyprowadził mnie mocno z równowagi, a potem tylko bawił. Potraktowałem go jako ciekawostkę, bo poważnie nie potrafię.

Dragonforce zaaplikował mi solidną dawkę energii, we wszystkich utworach z płyty, no może poza ostatnim. Podobno power metal jest gatunkiem uodpornionym na radykalne impulsy. Czy aby na pewno? Każdy bowiem, kto kiedykolwiek omdlewał, dyszał lub zesztywniał z podniecenia po usłyszeniu zwrotnych solówek oraz mknących jak błyskawica rymów, znajdzie to coś dla siebie. W moim przypadku jednak tego wszystkiego, czyli zawrotnej prędkości gitar połączonej z perkusją, było za dużo. Wokal Marca spisywał się świetnie, jednak na tej płycie ewidentnie zespół poszedł o krok za daleko. Tak więc w Extreme Power Metal jest dla mnie za dużo speed metalu, pomijając fakt, iż okładka jest rodem z jakiejś gry komputerowej, co wyjaśnia pikslowe brzmienie klawiszy w wielu utworach. Spójność albumu jest również nie do podważenia, bo jest zbyt przewidywana, lecz sprawia, iż, nie mam ulubionej kompozycji, która wyróżniałaby się czymś wybitnym. Album nie jest zły, ale zbyt intensywny oraz szybki, co chociażby po czterech pierwszych utworach, psuje bardzo dobre pierwsze wrażenie, jeśli o mnie chodzi, zwłaszcza aby do niego wracać. Na pewno nie. Zamiast naprawdę ekstremalnego power metalu, zespół stworzył kit-piksel-speed power metal.

Korekta Paulina Wawrzusiak

5/10